Piosenka - "Hymn matematyków", powstała w latach sześćdziesiątych w środowisku warszwskim.
Hymn należy spiewć na melodię "Umarł Maciek, umarł".
Osiem ostatnich zwrotek w 1995 ulozył jacek Szybowski.
Oj, myślę sobie czasem, a że sam się śmieję,
Oj, czemu to zbiór wszystkich zbiorów nie istnieje,
Oj, byłby to hałas spory,
Gdyby zebrać wszystkie zbiory.
Oj, myślę sobie czasem, co za pech fatalny,
Że przedział (0,1) jest nieprzeliczalny,
Oj, jakby to dobrze było,
Gdyby się go przeliczyło.
Oj, myślę sobie, sam nie wiem dlaczego
W kwadracie każdym widać dywan Sierpińskiego.
Byłby to fakt wzruszający
Gdyby on był latający.
Oj, próżno się człek prosty dorozumieć stara,
Oj, co to jest za miara wzana miarą Haara;
Są to takie miary głupie
Na lokalnie zwartej grupie.
Oj, czasem sobie w nocy próbuje pomału,
Oj, w niezerowym ciele szukać ideału.
Lecz mam taki pech fatalny,
Że co znajdę to trywialny.
Oj, myślę sobie czasem od samego rana
W czym jest całka Lebesue'a lepsza od Riemanna
Głupio będzie Riemannowi,
Jak się w grobie o tym dowie.
Oj, patrzę, a pod plotem leży se funkcyja,
Oj, już nie wszędzie ciągła, nie wiadomo czyja.
Lecz się tym nie przejmowałem,
Wziąłem ją - zróżniczkowałem.
Czuję, że z tego chryja będzie ekstremalna,
Bo rzecz takowa ponoć srodze jest karalna,
Ale ja się nie przejmuję -
Trzeba będzie, się scałkuje.
Oj, liczę sobie, liczę cholera mnie bierze,
Bo przyszło mi na starość odwracać macierze.
Ale ja się tym nie smucę,
Co odwrócę, zaraz zwrócę.
Oj, analizą drugą jestem wykończony
Bom musiał liczyć wzoru Stokesa obie strony.
Dziwny one zwyczaj mają
Bardzo rzadko się równają.
Oj, tę nowinę poznać musi student pilny,
Że Abel wreszcie zmienił dzisiaj stan cywilny,
Jego połowica nowa
Zowie się - grupa abelowa.
Oj, dzisiaj wieść obiegła wydział niebanalna,
Że jednak bez wątpienia jest liczba mierzalna.
Komu zaszczyt ten przypadnie
By wymierzyć ja dokładnie?
Oj, nic w podstawach ze mnie nie będzie dobrego
Bo forsing zawaliłem dziś u Guzickiego.
Chyba diabeł mnie pokusił
Bym zwyczajny fałsz wymusił.
Oj, w którąkolwiek pójdę dzisiaj świata stronę,
Wszędzie mnie straszą dziwne liczby zespolone.
Jeden fakt mnie zwłaszcza złości:
Sinus większy od jedności.
Oj, niech się każdy nisko Panu Bogu kłania,
Że raczył zesłać tyle reguł wnioskowania.
No bo gdyby ich nie stało
Z czego by się wznioskowało?
Oj, myślę sobie czasem, po co łamać głowę,
Kiej można dalej wstawiać funkcyje zdaniowe.
Kto se nie wstawi zdanie
Nową zwrotkę wnet dostanie.
Oj, każdy Brouwerowi winien bić pokłony,
Że wreszcie zlikwidował środek wyłączny.
Stworzył nowe możliwości
współczesnym i potomności.
Oj, czy ktoś zna odpowiedź? Ja się ciągle waham:
Jak szybko można biegać w przystrzeni Banacha?
Oj, zapytam się Cauchy'ego.
Bo w niej zbieżne ciągi jego.
Oj, widząc C do trzeciej wielu tak myslało:
"Ta przestrzeń jest normalna i ma piękne ciało."
Lecz niejeden się przekonał,
Że w połowie urojona.
Oj, ludzie mi wmawiają rzeczy niepojęte,
Że wszystkie zbiory zwarte musza być domknięte.
A ja chętnie założę -
Łomem każdy zbiór otworzę.
Oj, mógłby mi MKOL zrobić frajdę świetną.
Pomiarów dokonując metryką dyskretną.
W pchnięciu kulą i trójskoku
Miałbym medal już od roku.
Oj, była dzisiaj w barze draka nadzwyczajna,
Barmankę klient prosił o butelkę Kleina.
Ona się tym nie zraziła:
Czas do ceny doliczyła!
Oj, jest to dla kierowców teza niebanalna,
Że nie ma drogi, która nie jest prostowalna.
Ale ja się zapytuję:
Kto nam drogi wyprostuje?
Oj, miałem ja ostatnio wyraz twarzy dziwny,
Gdybym w ciele C element znalazł prymitywny.
Więc zdanie się szykuje:
Ja go ucywilizuję.
Oj, straszny to wypadek, acz pouczający:
Raz zero w siebie wchłonął zbiór pochłaniający.
Otoczenie się nadęło
I zbiór cały pochłonęło.